Listy M.

Dziwne rzeczy się dzieją na świecie, albo ja się już starzeję i niepotrzebnie dziwię temu wszystkiemu.

Aktualnie się dziwię dyskusji o edukacji seksualnej. Źle Ci piszę, przecież to żadna dyskusja. Podyskutowałabym z kimś, w końcu jako matka czworga dzieci i osoba, która pracowała wiele lat z młodzieżą mam jakieś doświadczenie w prowadzeniu tejże. A nawet pojęcia nie mając o standardach WHO, że takie istnieją większość robiłam według nich.

Nie liczyłam na edukowanie seksualne dzieci w szkole, sama się w szkole niewiele nauczyłam. W domu uczyłam się głównie z książki pani Michaliny Wisłockiej i składam jej tu głęboki ukłon. A potem nie wiem uczyłam się już chyba z życia, z książek, z rozmów z ludźmi..

Tak czy siak przekonana byłam, że zrobię wszystko sama, najlepiej, ja i ich tata. Bardzo głęboko przekonana jestem, że to rodzice powinni się tym zajmować i wiem jednocześnie jak wielu ich tego nie robi. Świadoma jestem, że edukacja seksualna dziecka zaczyna się bardzo wcześnie – pewnie w momencie, kiedy je chwytasz pierwszy raz na ręce. Właśnie, co wtedy mówią Twoje ręce?

– Moje, nie oddam nikomu, nikt go nie będzie kochał tak, jak ja!

-Czy ja sobie poradzę? Nie umiem, nie wiem, ratujcie mnie wszyscy…

– O rany, dlaczego tyle płacze… nie dam już rady…

– Maleństwo kochanie, jestem tutaj.

Nie ma to wszystko nic wspólnego z seksem i jest edukacją seksualną. Od urodzenia, w obszarze wolności, prawa do miłości, prawa do dysponowania swoim ciałem, prawa do otwartości.

Seksualność jest najważniejszą sferą ludzkiego życia. Dotyka wszystkich innych. Dotyka życia i śmierci i lęków z nimi związanych, szczęścia i miłości dotyka. Wstydu. Tajemnicy.

Nie wiem czy masz dzieci, czy kiedykolwiek próbowałeś je edukować w tej sferze? Słucham tego, co mówisz i odnoszę wrażenie, że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem, że Cię to wszystko naprawdę przejmuje, że bardzo się boisz, że standardy WHO namieszają dzieciom w głowach i w niczym im nie pomogą, więcej nawet, będą dla nich krzywdą, dlatego piszę.

Pochylmy się nad czterolatkiem i edukacją o radości płynącej ze wczesnej masturbacji.

Czterolatki się czasem masturbują. Czasem masturbują się dwulatki. Nie trzeba ich tego uczyć, jakimś cudem to umieją. Masturbują się kiedy się nudzą, kiedy są niespokojne, kiedy są podekscytowane albo się boją. Robią to, bo to jest przyjemne. To naturalne. Wieki całe dzieci słyszały od różnych osób, że tego nie wolno robić, że to grzech, że można się rozchorować, czasem były z tego powodu bite lub karane. Do dopiero była krzywda. Wieki całe nikogo taka krzywda nie poruszała, nikt na nią nie protestował… Czasem dzieci masturbują się często, a czasem naprawdę z tym przesadzają, robią to bez względu na reakcję otoczenia, czasem w szkole lub przedszkolu. Zwykle oznacza to, że w życiu tego dziecka dzieje się coś naprawdę złego, że potrzebuje ono pomocy. Czasem oznacza to, że pomocy potrzebują jego rodzice. Dobrze by było, gdyby był w jego życiu wtedy wrażliwy, odpowiedzialny nauczyciel, przygotowany do prowadzenia edukacji seksualnej i nie bojący się wtedy, że ktoś oskarży go o uczenie dziecka masturbacji…

Mali, czteroletni chłopcy maja czasem wzwód – to nie jest seksualne, choć jest częścią seksualności, częścią bycia chłopcem w świecie. Czasem mogą mieć wzwód w przedszkolu, podczas leżakowania, czasem inne dziecko może się z jakiegoś powodu zainteresować, czasem to może być dziewczynka, łaa naprawdę jest się czego bać, dorosłemu mogą na taką scenę włosy się zjeżyć ze strachu, ale mali nie mają na myśli tego samego, co może pomyśleć dorosły. Byłoby dobrze, gdyby był przy nich wtedy wrażliwy, odpowiedzialny nauczyciel, który po prostu powie, że chłopcy tak mają, kiedy się budzą ze snu albo są podekscytowani, że to nic niezwykłego. To jest edukacja seksualna czterolatka, w obszarze edukacji o czerpaniu radości ze wczesnej masturbacji. Zastanawiam się jakby to napisać w formie standardu, żeby dorosły się nie wystraszył, że ktoś nauczy te dzieci czegoś złego? Tłumaczenie dzieciom, że siusiaki czasem stają i że to żadne wielkie halo, a dotykanie się owszem jest przyjemne ale lepiej tego nie robić w towarzystwie, bo to bardzo osobiste, intymne (niektórzy dorośli robią to w towarzystwie ale może ta informacja nie jest jednak czterolatkowi potrzebna).

Weźmy na tablicę informowanie czterolatka o jego prawie do wyboru tożsamości płciowej.

– Tak, jesteś chłopcem, kiedyś będziesz mężczyzną.

– Tak, jesteś dziewczynką, kiedyś będziesz kobietą.

-Tak, chłopcy też się mogą bawić lalkami.

– Tak, dziewczynki też się mogą bawić traktorem.

– Tak, nie wszystkie dziewczynki lubią chodzić w sukienkach.

– Tak, chłopcy też czasem noszą długie włosy.

To są właśnie przykłady edukacji seksualnej czterolatka, w obszarze prawa do wyboru tożsamości płciowej prowadzonej przez odpowiedzialnego, wrażliwego nauczyciela. Jest się czego bać? Oczywiście są na świecie również nieodpowiedzialni i niewrażliwi nauczyciele, tak jak nieodpowiedzialni sędziowie, księża, kierowcy…

Oczywiście schody zaczynają się, kiedy mamy pod opieką dziecko z problemami z tożsamością płciową, to znaczy z tym, że czasem chłopiec, czuje się dziewczynką, choć jest chłopcem, albo dziewczynka czuje się chłopcem choć jest dziewczynką. Choć nie wiemy dlaczego tak jest. Nie znam blisko nikogo takiego i jestem pewna, że potrzeba doświadczyć naprawdę wiele odpowiedzialności i wrażliwości wielu dorosłych wokół siebie, żeby sobie z tym jakoś poradzić…

Moim zdaniem czterolatek powinien tez otrzymać swoją porcje wiedzy o tym skąd się biorą dzieci – i tak, dobrze byłoby, żeby usłyszał, że ma prawo być ciekawy i zadawać pytania. Przeciętnemu czterolatkowi wystarczy opowieść o mamusi i tatusiu, którzy się kochali i zapragnęli, żeby przyszedł na świat. Przeciętny czterolatek nie pyta zwykle o to, jak to się stało, że nasionko tatusia znalazło się w brzuchu mamusi, nie trzeba mu tłumaczyć aktu seksualnego. Takie pytania przyjdą później. Jeśli dziecko wie i czuje, że ma prawo zadawać pytania…

Jestem też przekonana, że wiele więcej krzywdy dziecięcej się wydarzy jeśli nauczyciele będą się bali o tym z dziećmi rozmawiać, jeśli będzie potrzeba – w obawie przed tym, że ktoś go lub jego oskarży o rozbudzanie niepotrzebnie seksualności dziecka i mącenie mu w głowie. Oczywiście już wiemy, że bywają nieodpowiedzialni nauczyciele, sędziowie, trenerzy i księża (oczywiście bywają również nieodpowiedzialne i niewrażliwe nauczycielki, trenerki) dlatego bardzo ważne jest dobre przygotowanie ich do pracy, ważne jest uważne się tej pracy przyglądanie.

Wiem, że standardy WHO nie uwzględniają tego, że aborcja w naszym kraju jest zakazana prawem i przestrzeganie prawa obowiązuje nas po pierwsze, a standardy WHO po drugie, albo nawet po trzecie. Każdy nauczyciel to wie i wrażliwy i odpowiedzialny, i niewrażliwy i nie odpowiedzialny.

Niektórzy niewrażliwi próbują przy okazji przekazywać, forsować, ewangelizować swój światopogląd, nie szanując w tym decyzji i światopoglądu rodziców. I nikt o to nie protestuje, choć może powinien. Niektórzy nie protestują bo im wszystko jedno, niektórzy zawierzają mądrzejszym, inni mocniejszym, inni głośniejszym, a jeszcze inni są tak pewni swego i wiedzą, co przekazują dziecku. I wiedzą dlaczego. Może ja też powinnam protestować przeciwko niektórym wypowiedziom nauczycieli i katechetów (tylko tych nieodpowiedzialnych i niewrażliwych).

No dobra, to teraz o tym, dlaczego dwunastolatka trzeba uczyć ( i dziewięciolatka też!) świadomej zgody na seks. Oczywiście nie ma powodu, żeby przy tym mówić o seksie, chyba, że zapytają. Brzmi dziwnie? Już tłumaczę dziewięciolatkowi trzeba tłumaczyć i uczyć swobody w wyrażaniu zgody lub sprzeciwu wobec czyichś uczuć (we współczesnym świecie uczucia seksualne choć bez seksu mierzą się liczbą chcianych lub nie esemesów z wyrazami chcianej bądź nie miłości, ilością niechcianego towarzystwa, ilością plotek na swój temat. To nie jest seks – i to jest edukacja seksualna dziewięciolatka w obszarze świadomej zgody na seks (można to inaczej zapisać w standardach WHO ale to będzie naprawdę głupio brzmiało).

Dwunastolatki dotyczy to jeszcze bardziej. Piętnastolatek może w polskim prawie wyrazić zgodę na aktywność seksualną sam, więc naprawdę potrzebuje to wiedzieć i umieć wcześniej, bo potem może już nie chcieć o tym gadać z dorosłymi. Tak się dziwnie składa, że często dwunastolatki wydają się dojrzalsze i atrakcyjniejsze niż dwunastolatki więc dlatego też potrzebują tego wiedzieć i umieć wcześniej. Zwłaszcza, że dwunastolatki są jakimś dziwnym trafem atrakcyjne dla piętnastolatków, szesnastolatków…

Może nie jesteś świadomy (ja czerpię z własnych doświadczeń, doświadczeń krewnych i znajomych królika, kolegów moich dzieci), ile kobiet nie potrafi wyrazić niezgody (myślę, że może to dotyczyć też mężczyzn, bywają i tacy mężczyźni choć to kobiety częściej są wychowywane do tego, by spełniać oczekiwania, zaspokajać potrzeby i wierzy, że nie mają światu nic do zaoferowania poza swoją urodą i zdolnością do macierzyństwa.

Ile dziewczynek nie potrafi zareagować, gdy ktoś klepnie ja w tyłek, powie ty dziwko, ile młodych kobiet nie potrafi sobie poradzić z poniżaniem, używaniem. Wiesz, co się czuje, kiedy chłopak siada naprzeciwko ciebie i wbija w ciebie wzrok? Gapi się, gapi, gapi, gapi… i nie odpuszcza. Przecież nic złego nie robi. Po prostu mu się podobasz. Potrafisz sobie to wyobrazić? Albo siedzi obok w towarzystwie, w paczce i po prostu czasem dotknie twoich włosów, albo ramienia… raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. Przecież nic nie robi, tylko rozmawiacie. Może Ci się to podoba i wtedy jest ok, a może tego nie chcesz, ale jak to powiedzieć? Ona jest coraz bardziej skrępowana, spięta, wycofuje się z rozmowy, bezradna. Jeśli nie zareaguje, będzie się czuła coraz gorzej. Jeśli zareaguje, to może usłyszy, że przesadza, przecież on nic nie robi… To nie jest seks – to jest temat edukacji seksualnej, w obszarze wyrażania świadomej zgody na seks. Na poziomie dwunastolatka. Potem naprawdę robi się trudniej, dochodzi pobudzenie seksualne…

Wiem, że ona i on mogliby się w tej scenie zamienić rolami choć częściej jest tak, jak opisuję. Wiem, że ona i on nie uczą się tego w szkole, uczą się tego co można im zrobić i co można zrobić wobec nich od momentu, kiedy ktoś wziął ich pierwszy raz na ręce, a kończy w momencie, kiedy wiedzą albo nie wiedzą, że czyjś tyłek, to czyjś tyłek i naprawdę nie mogę go, nie mam prawa dotykać bez czyjejś wyraźnej zgody.

Ostatnio usłyszałam opowieść o tym , że jeden z moich synów zwrócił koledze uwagę, że to niefajne, że klepie koleżankę po tyłku. Ucieszyłam się. Ale on ma matkę i siostrę, które go tego uczą.

Jestem za edukacją seksualną w szkole. Jestem za edukacja seksualną według standardów WHO. Wiem, że byłoby lepiej, żeby to wszystko wytłumaczyli dzieciom rodzice i wiem , że większość tego nie zrobi.

A ciąża chciana czy niechciana jest ryzykiem – zmienia całe życie dwóch lub więcej osób, wiąże lub skłóca ze sobą rodziny. Może być dramatem albo wielkim szczęściem i z całą pewnością jest ryzykiem.